close

Biblioteka energii, robotów i dwóch kotów – relacja Tomasza Kality

    wyzwanie2

    „Ale ciemno!”, tymi słowami powitała mnie Kłoda, wieś w gminie Magnuszew. A raczej zostałem tymi słowami pożegnany przez pasażera, gdy potwierdziłem moją gotowość do wysiadki na przystanku Kłoda NŻ. Wysiadłem w lesie. Gdybyś drogi Czytelniku zamknął się w piwnicy i zmrużył oczy oraz świecił sobie od czasu do czasu ledówką po powiekach, to wówczas zobaczyłbyś to co ja, gdy czekałem na drodze łączącej Warszawę z Kozienicami.

    À propos Kozienic. Większość moich rozmówców słyszących tę nazwę nie wiedziała, gdzie taka miejscowość jest. Zresztą ja również, dopóki nie dowiedziałem się o praktyce w Ryczywole. Obecnie wiem, że jest to trzecia pod względem zasobności gmina w Polsce, a tamtejsza elektrownia, jak powiadomił mnie mój współlokator w Kłodzie, alpinista przemysłowy, wciąż się rozbudowuje ze względu na coraz większe zapotrzebowanie energetyczne (on sam pracuje na 25 metrach w budowanej obecnie hali w Kozienicach). Zresztą o elektrowni już wiedziałem wysiadając z autokaru tamtej nocy.

    Jeszcze w Krakowie zacząłem się żegnać z moimi czytelnikami. O Ryczywole nie słyszeli. O Kozienicach zresztą też nie, nie licząc jednego inżyniera i poliglotę, z którym ucinam sobie czasami krótkie pogawędki. On bardzo dobrze wiedział, co to elektrownia i czym są Kozienice:

    Kozienice to chyba jagiellońskie tereny łowieckie, stąd zresztą koza w herbie. A teraz to chyba najpotężniejsza elektrownia zawodowa w Polsce. Nie wie Pan, co to elektrownia zawodowa? Elektrownia zawodowa w przeciwieństwie do elektrociepłowni ma za cel produkowanie energii potrzebnej w dużym przemyśle, a nie dla szarego obywatela, który w zimie potrzebuje trochę stopni w kaloryferze.

    Teraz to mamy deficyt takich Kozienic w Polsce. Może Pan słyszał o tym, że co pięć lat wzrasta zapotrzebowanie na energię dwukrotnie? Podobno Średniowiecze skończyło się w XIX wieku, kiedy wymyślono parowóz. Przynajmniej tak twierdził Jaques Le Goff. Teraz, w takim razie, kończy się Nowożytność. Odchodzimy od węgla, mamy komórki, niedługo wszyscy będziemy jeździć na prąd. Zostanie tylko prąd! Tego, niestety, nie przewidzieli po Transformacji. Zresztą nie ma co mieć pretensji. Za PRLu z kolei szli w drugą stronę: tylko przemysł ciężki i energetyczny. Może zna Pan tezę Leontiewa? Nie? No, Leontiew dostał za to Nobla ekonomicznego. Był Rosjaninem, a raczej, jak mi się zdaje, drugim pokoleniem emigracji rosyjskiej. Zresztą, za taką tezę w ZSRR to dostałby najwyżej niespodziewany wyjazd do Mandżurii. Ale wracając… bo, ogólnie rzecz biorąc, ten mój wywód zmierza do Kozienic.

    Teza ta, to teza o dwóch zjadających się wężach: jednym jest przemysł ciężki, a drugim energetyczny. Leontiew udowodnił, że rozwój tego pierwszego jest wprost proporcjonalny do rozwoju tego drugiego i vice versa; ekonomiczna symbioza, która zmierza do tego, że te dwa przemysły w końcu nie potrzebują nic innego, jak tylko własnej nieprzerwanej pracy – stają się całkowicie samowystarczalne. Stąd za komuny były maszyny, a nie było ubrań etc., bo rozwój przemysłu ciężkiego i energetycznego był nijak powiązany z społecznym popytem. A po Transformacji, gdy powiedzieli rządzącym, że Leontiew coś takiego ogłosił, to oni stwierdzili, że zamykamy te ciężkie pasożyty i rozwijamy przemysł potrzebny szaremu obywatelowi. I tak teraz są ubrania, a niekoniecznie starczy nam prądu za parę lat. Możliwe, że znów będą przystoje w jego dostawie, jak za Gierka, który trochę tam coś przekazał z pożyczek szaremu obywatelowi…

    Teraz się więc obudzili, ale czy zdążą na czas, kiedy znów wzrośnie zapotrzebowanie dwukrotnie? Takie jedne Kozienice sam na sam z samochodami elektrycznymi, to sobie nie poradzą, nawet gdyby wspomogły je proobywatelskie elektrociepłownie…

    Stojąc więc na przystanku Kłoda NŻ wiedziałem dość dużo o polskim przemyśle energetycznym i jego wyzwaniom rzuconym przez Społeczeństwo Informacyjne.

    Po chwili przyjechał właściciel domu, w którym miałem mieszkać. W czasie krótkiej przejażdżki wytłumaczył, jak jutro dojść do Ryczywołu, gdzie czekały na mnie Groszek i biblioteka, dokładnie Filia nr 6 Publicznej Biblioteki w Gminie Kozienice im. Franciszka Siarczyńskiego (http://kozienice.msib.pl/).

    Ryczywół. Podobno Władysław Jagiełło upolował tu wołu, które zaryczało tak, że okoliczni tubylcy się zbiegli, a następnie ugościli króla; ten zaś nazwał i obdarzył przywilejami nową wioskę. Co wiedziałem o Ryczywole przed przyjazdem – w sumie nic. W czym stanowisko Pani Beaty Bogumił przypomina moje – w sumie w niczym. Ja jestem bibliotekarzem, który może z radością spełniać podstawowe czynności obsługi czytelnika na co dzień; rzadko prowadzę jakiś warsztat z liberatury. Pani Beata Bogumił jest samodzielnym, starszym bibliotekarzem, pisze granty, organizuje zajęcia z dziećmi, wypożycza, zajmuje się statystyką, prowadzi negocjacje z sołectwem, archiwizuje, spisuje historię Ryczywołu – wszystko sama przy wielkiej pomocy stażysty Mateusza (studenta informatyki w Warszawie), którego umiejętności funkcjonowania w świecie wirtualnym są nieocenione. Można więc powiedzieć, że Filia w Ryczywole to – oczywiście, w odpowiedniej skali – przynajmniej cztery agendy WBP w Krakowie: Arteteka, Małopolska Biblioteka Cyfrowa, Czytelnia Zbiorów o Krakowie i Małopolsce, oraz jedna z wypożyczalni.

    Jest jeszcze drugie podobieństwo, które mnie osobiście bardzo się podoba: obydwie biblioteki łączy oświeceniowa idea powszechności wiedzy. Obie posiadają u progu swego założenia jakąś postać z ostatnich czasów Pierwszej Rzeczpospolitej. WBP w Krakowie zapoczątkował Jacek A. Łopacki, hrabia krakowski, przekazując 200. tomowy księgozbiór Królewskiemu Miastu. Z kolei w Kozienicach przez jakiś czas mieszkał i działał Ks. Franciszek Siarczyński, pierwszy geograf tych ziem oraz działacz społeczny, bibliofil, bibliotekarz, a później pierwszy dyrektor Zakładu im. Ossolińskich. W obydwu przypadkach ideał powszechności wiedzy, czy jak chcemy dziś – społeczeństwa informacyjnego – stał na czele ich działań. Miło pomyśleć, siedząc za ladą biblioteczną, kiedy wydajesz klawiaturę komputerową, że ma się tak miłych kolegów po fachu.

    Jak się rzekło, nie znałem wcześniej tych terenów Polski. Powiem tylko, że szczerze polecam. Rejony piękne pod względem krajobrazów, bogate w historię (przebiegały tędy dwa fronty, dlatego najstarsi Ryczywolanie wspominają o Pierwszej [ofensywa niemiecka, 1939] oraz Drugiej [ofensywa sowiecka, 1944/1945] Wojnie).

    Filia 6 Publicznej Biblioteki w Gminie Kozienice posiada swój obecny budynek od 2012 roku. Przy jej otwieraniu towarzyszy bibliotekarzowi miałczenie dwóch przyjaznych kotów, które są pierwszymi użytkownikami tej placówki – spożywają tu mleko.

    Wraz z biblioteką działa tutaj także Pracownia Orange, będąca jedną z ponad siedemdziesięciu w Polsce. Pracownie te mają za zadanie mobilizowanie placówek kultury małych miejscowościach, użyczanie im sprzętu komputerowego wraz z oprogramowaniem. Po dwóch latach działalności sprzęt przechodzi na własność danej placówki, która może, bądź nie, włączać się we wspólne działania proponowane na stronie projektu. Placówka w Ryczywole w rankingu ogólnopolskim Pracowni Orange znajduje się na pierwszym miejscu pod względem mobilności i pomysłowości.

    Nie trzeba statystyki, by zobaczyć, że biblioteka w Ryczywole jest prężnie działającą instytucją, która niejako stanowi serce wsi. Koordynatorka placówki wspólnie ze swoją poprzedniczką redagowała książkę poświęconą miejscowości, organizuje także spotkania dla młodzieży (m.in. Noc Bibliotek), kluby dziennikarskie oraz zajęcia z programowania. Niektóre z wydarzeń można oglądnąć na youtube.

    Moja praktyka przypadła na czas przygotowań do nowego roku zajęć organizowanych w bibliotece oraz na prace archiwizacyjne związane z historią Ryczywołu, jak i projektem proponowanym przez Orange.

    Oprócz długotrwałej digitalizacji zdjęć zebranych przez Panią Beatę Bogumił od tutejszej ludności, mogłem brać udział w jednym z „wyzwań” Pracowni Orange, czyli konkursów, dzięki którym mogą one zbierać punkty później wymieniane na dane nagrody, jak osprzęt komputerowy, gry planszowe, etc. Polegało one na wykorzystaniu programów graficznych w innowacyjny sposób. Koordynatorka Filii postanowiła więc wykonać tzw. fotokolaże ze wspomnianych zdjęć i nowych ujęć tych samych widoków. Rezultat tych prac zrobionych w programie graficznym GNU Image Manipulation Program (gimp) można oglądnąć w dokumentacji. Pozwoliło mi to zresztą zapoznać się lepiej z historią Ryczywołu, a nawet spotkać bohaterów zdjęć z lat 50. ubiegłego wieku w tych samych miejscach. Osobiście nie spodziewałem się, że może to być tak mocne emocjonalnie przeżycie (tego niestety nie ma w dokumentacji…).

    Oprócz tego mogłem przyglądać się organizacji nowych zajęć z kodowania robotów, w czym zresztą Filia 6 się specjalizuje:
    Dotychczas zorganizowane zostały zajęcia z programowania robotów typu Finch za pomocą programu Scratch 2 Offline editor oraz wirtualnych bohaterów edukacyjnej gry planszowej Scottie Go! (https://scottiego.pl/).

    Obecnie Filia 6 weszła w projekt Akademii Orange, która w ramach budowania Społeczeństwa Informacyjnego uczy programowania za pomocą LOFI-robotów (http://www.lofirobot.com/). Zajęcie wydają się o tyle ciekawe, że łączą z jednej strony prace manualne (drewnianego robota trzeba skonstruować samemu), a z drugie programistyczne (również w programie Scratch 2). Jak wspomniała Pani Beata Bogumił, w przyszłości zamierza jeszcze kupić drona i organizować z nim zajęcia. Jeśli chodzi o mój udział w tych przygotowaniach, to mogę jedynie pochwalić się pomocą w skręcaniu robota ze sklejki… na więcej nie miałem czasu, ani umiejętności. Jak jednak dowiedziałem się później, robot działa.
    Na zakończenie informacji dotyczących nowych technologii dodam, że Filia organizowała zajęcia z druku 3D przy wykorzystaniu bardzo intuicyjnego programu Tinkercard.

    Pobyt zakończyłem miłym spotkaniem z bibliotekarzami Głównej Filii w Kozienicach oraz tamtejszej Mediateki. W pierwszej, oprócz przeprowadzenia koleżeńskich rozmów, mogłem zapoznać się z księgozbiorem regionalnym, do którego z chęcią jeszcze kiedyś wrócę, odwiedzając tamte rejony. Odnośnie Mediateki mogę powiedzieć, że tamtejsze Centrum Kultury, w którym się mieści (obok sal kinowych, radia, przestrzeni wystawienniczej) jest rzeczywiście centrum tamtejszego życia kulturalnego, dzięki czemu Mediateka może się w pełni rozwijać.

    Projekt „Praktyka dla praktyka” z pewnością był dla mnie miłym doświadczeniem, czy dla przyszłych praktyków będzie – nie wiem.

        admin

        The author admin

        Leave a Response